Znajdź wiadomości na wybrany temat


Mąż używa mnie jako tarczy.
2012-02-22 22:44:15 | kocham Geeka- jak budować związek bez znajomości kodu... ;) | Blogi

Marcowa pamięć narządów
2012-02-22 11:43:09 | Stradowski.net - Życie, nauka i cala reszta :-) | Blogi
Numer marcowy jest już w sprzedaży. Znów miałem przyjemność napisać temat okładkowy: "Pamięć narządów, pamięć komórek" - czyli o przeszczepach, ale trochę inaczej niż zwykle (s. 24) "Osiem sposobów na tłuszcz" - porady z "New Scientist", do przetestowania ;-) (s. 6) rozstrzygnięcie plebiscytu "Soczewki Focusa 2011" "Szybciej niż światło" - Marcin jedzie po neutrinach (s. 74) "Spluń na zdrowie" - Ewa przygląda się ślinie (badawczo!) (s. 80) "Wierny jak robak" - a Wojtek próbuje zrozumieć monogamię (s. 84)

Końce świata, jeden za drugim
2012-02-22 09:03:24 | telepraca, czyli samotny biały żagiel | Blogi
Koniec świata tkwi w szczegółach. Weźmy np. prezydenta Niemiec, niejakiego Wulffa, który wziął i ustąpił. No cóż, zdarzało się już wcześniej, ale tym razem ze szczególnego powodu. Prezydent Wullf ustąpił bo go skorumpowano. Na co się był połaszczył oberfuerer Wulff?No i to jest dopiero prawdziwy koniec świata - Wulff napalił się na skodę yeti.Yep, na taką samą skodę yeti, jaką reklamowali między sędzią Wesołowską a ojcem Mateuszem, a której przecietny kowalski nie dotknie kijem przez szmatę, bo za bardzo przypomina dostawczaka.Mercedes, porsche, żeby nie wspomnieć o maybachu... z tym mniej więcej chcemy kojarzyć prezydenta Niemiec. Skoda yeti? No właśnie.Koniec świata, niewątpliwie, ale bardziej taki "koniec świata pani Popiołkowa" niż ten z czterema jeźdzcami apokalipsy. Czterej jeźdźcy błądzą bowiem po bagnach, próbując odnaleźć naszą chatę, w której nastąpił koniec najprawdziwszy z prawdziwych. Wywalę całą prawdę od razu: poszedłem do sklepu i kupiłem w nim dvd. Z grą. Komputerową. To długa historia z udziałem dziecka, które rosło rosło i przez przekorę lub z głupoty zaczęło się domagać, żeby ojciec kupił mu jakąś grę.-Nie widzisz cymbale, że masz dowolną grę na dwa dni przed sklepową premierą - syczałem przez zaciśnięte zęby.-A skąd, skąd? - dopytywał się.-Z netu-Kupujesz?-Nie, bo to demo (no tak, takie pełnowartościowe, przygotowane przez kolegę z piratebaya)-No to weź i kiedyś kup całą.-No to wezmę i kiedyś kupię.Kiedyś nadeszło właśnie w tym roku, bo primo po pierwsze jełop idzie do komunii i wzmógł się moralnie, a po drugie dostałem z firmy pod choinkę bon prezentowy do empiku.119 pln jak psu wiadomo gdzie. Pudełko stoi na półce nierozpakowane (no bo nawet nie mamy napędu dvd w kompie), jako gadżet retro i symbol naszej uczciwości. Koniec świata.

Google mnie nie lubi.
2012-02-21 23:34:35 | kocham Geeka- jak budować związek bez znajomości kodu... ;) | Blogi
Zaparło się bydle jak ten osioł i ani go weź. Poszło o awatar, jak komentuje na blogach googlowych, mam inną nazwę użytkownika niż u siebie, chciałam żeby się przynajmniej twarz kojarzyła. Zdjęciu z profilu Google niedługo stuknie pięć lat i przyszedł czas na aktualizację, a on NIE i koniec. Podaje mu tak ładnie mniejsze, taki format, a może inny, a może jeszcze mniejsze a ten drze się jak opętany że NIE i koniec. Wtedy jeszcze mi się cierpliwość nie wyczerpała, poskarżyłam się mężowi na swoja biedę. Ten popatrzył i stwierdził że napewno coś pochrzaniłam i sprawdzi wieczorem... Wpadłam na pomysł żeby zobaczyć parametry obecnego zdjęcia. Wyszło ze mam już zdjęcie które zajmuje mniej niż to to obecne a Google NIE i NIE. Tu już się wkurzyłam i myślę sobie czekaj bydlaku ja Cię własną bronią załatwię. Nie pasują Ci te które ci daje to nażryj się tego które uważasz za słusznie jedynie dobre i próbuję załadować to które tam już jest a on NIE, dalej mu nie takie. Łapki mi opadły i odpuściłam ale przy gotowaniu czy czymś podobnym olśniło mnie że skoro Google ma już wszystko może spróbować z Picasy może się domaga używania swojego produktu? A jakże, pełna prywata, z Pikasy łyka wszystko, bez zmniejszania i fochów. Prze szczęśliwa zmieniłam dostosowałam ogłosiłam sukces, a tu klops. Owszem na Gmailu jest OK ale nigdzie indziej, zawzięłam się wykasowałam w końcu to nieaktualne zdjęcie, dalej klops. Weszłam w końcu na Blogspoot zobaczyć co się tam nawywijało, ale już bez nadziej bo jak jedno konto wszędzie no to niby dlaczego akurat tam miało by być inne zdjęcie? Owszem było stare i dlatego dalej pod kołomętami stare wisiało. Tu to dopiero była niespodzianka, myk wykasowałam stare a nowe załadowałam prosto z dysku bez pomocy Picasy i zbaraniałam ponownie. Jedno konto, pisze jak wół że zdjęcie po załadowaniu widoczne wszędzie a tu taki kwiatek. Ech naszukałam się jak głupia, na przerabiałam zdjęć i po co, po co tam jest opcja żeby załadować zdjęcie z dysku, chyba żeby mnie wkurzyć. Żebym ja co tydzień przy tym awatarze majstrowała to bym wiedział jak i co a tak to co się na klęłam to moje.

Odstresowywacz
2012-02-20 19:39:22 | kocham Geeka- jak budować związek bez znajomości kodu... ;) | Blogi
Po jazdach chodzę poprawić sobie humor, ja przez to zbankrutuje, byłam 2 razy w SH, raz nakupiłam sobie kosmetyków odmładzających a dziś poszłam (uwaga!) do fryzjera. Nie chciało mi się szukać i postanowiłam wleźć do pierwszego po drodze, bo i tak nigdy nie jestem po zadowolona, a tu proszę bomba. Pani rach ciach, złapała za kołtuny, ja że z tyłu to tylko odrobinę na co ona z włosami w garści mówi że te to musi tyle, MUSI i uciapał z 15 cm i o dziwo jest świetnie. Jest świetnie bez modelowania i lakierowania, po wysuszeniu po prostu, cud! Włosy są długie a ja nie mam głowy jak Czerwona Królowa :D. Chyba właśnie znalazłam swojego fryzjera. Jeśli dalej tak kiepsko będzie mi szło skręcanie to pewnie do piątku będę miała balejaż, zrobione paznokcie, hennę i profesjonalnie wyregulowane rzęsy. Taniej by było po jeździe pójść na ciastka ale niestety efekty były by opłakane. ;) No i dobra niech tak będzie, mąż jakoś to przeżyje, mam nadzieję. Zresztą chyba mi się ten remont przyda, zapuściłam się, bo dziś jak tylko podmalowałam brwi i rzęst od razu kogo nie spotkałam to komentował więc :/ Żeby nie było że się tylko iskam to mam jeszcze jedną wiadomość wprost elektryzującą, zapisuje się na kurs plastyczny. Tak, tak ja co mi talentu brak. A co, kiedyś panienki posyłano na lekcje rysunku nawet te bez talentu wiec widocznie można się tego nauczyć. Artystą nie będę ale co sobie porysuje to moje. Żeby tylko nie kazali teczki z pracami przynieść bo wtedy musiałabym radosną twórczość z tego bloga zanieść a nie wiem czy instruktor Domu Kultury by to przeżył. Na dzień dzisiejszy nurtuje mnie pytanie w czy będę gorszym kierowcą czy gorzej będzie szło na rysunkach? Rysunki bezpieczniejsze :D

Roczek
2012-02-18 22:33:52 | kocham Geeka- jak budować związek bez znajomości kodu... ;) | Blogi
Dwa dni temu minął rok odkąd postanowiłam ćwiczyć systematyczność i zostawiać sobie na pamiątkę coś po każdym dniu. Prawie się udało, brakuje może 4 wpisów. Okazuje się że jak się człowiek zaprze to można, więc może można i na inne rzeczy tak samo się zaprzeć?

Wszystkiego dobrego kotą i ich kociarzom
2012-02-17 22:25:14 | kocham Geeka- jak budować związek bez znajomości kodu... ;) | Blogi

Najczarniejszy strach.
2012-02-17 00:54:12 | telepraca, czyli samotny biały żagiel | Blogi
Podobno trend się odwrócił i właściciele domków pod miastem masowo porzucają je na rzecz mieszkań w centrum. Podobno dzieje się tak z powodu wysokich cen dojazdów. Bardzo być może, ale nie wydaje mi się, żeby samo paliwo drożejące o złotówkę na litrze skłoniło kogoś do opuszczenia domku, w który wcześniej władował pareset tysięcy i parę lat życia.Życie w ogóle jest pasmem rozczarowań, życie na wsi dokłada do nich udrękę, harówkę, a w końcu bezpośrednie zagrożenie. Zniechęcają do wsi dziesiątki uciążliwych czynności, od których wolny jest mieszkaniec osiedla ze szlabanem i "konsjerżem". I tak rozczarowuje ogródek, o który trzeba co tydzień walczyć z chwastami, kretami i szerszeniami. Przygnębia kominek, który dymi do środka i zamienia salon w wędzarnię. Osłabia śnieg po pas, który trzeba własnoręcznie usunąć. Wszystko to jednak drobiazgi w porównaniu z tym co się MOŻE zdarzyć. I czasem - niestety - zdarza. Blady zimowy świt, śnieg do pępka, osłabione ekstremalnym mrozem słońce ledwo unosi się nad horyzontem. Wróbel zamarza w locie i uderzając o ziemie rozpryskuje się na milion szarych kawałków. Spokojnie czekasz na koniec, ale ten coś nie przychodzi, więc tymczasem idziesz do kibla. Spuszczasz wodę... Gulp... chlap ... pierd... gulp. Straszne podejrzenie ściska ci dupę... Spuszczasz jeszcze raz... Gulp gulp.... rzyg! No tak, wybiła czarna godzina - zamarzło szambo!Zakładasz dwa polary, kurtkę narciarską, kożuch po stryju Marianie i wychodzisz na mróz ze szpadlem w dłoni. Jesteś teraz jednoosobowym sztabem kryzysowym i brygadą ratunkową w jednym, odpowiedzialnymi za twój lokalny czernobyl. Lokalizujesz klapę do szamba estetycznie przykrytą dwudziestoma centymetrami darni. Darni zmarzniętej teraz na beton, którego szpadel nie może nawet zarysować. Wracasz po kilof i walisz z nim z całych sił, a on z całych sił oddaje ci w czoło. Uderzenie uświadamia ci, że masz czoło, a za nim mózg. Mózg podejmuje działanie.Jest! Rozpalisz na szambie ognisko, które upłynni to, co zmarznięte i pozwoli dostać się do klapy, otworzyć ją i opróżnić zawartość. Zaczynasz znosić chrust, ale dochodzi do ciebie, że musiałoby płonąć ze trzy dni. Stawiasz sobie cel mniej ambitny - otwarcie klapy. Gdzieś słyszałeś, że puści po oblaniu gorącą wodą. Otóż nie puszcza. Następny genialny pomysł: stawiasz na klapie starą patelnię wypełnioną benzyną, odpalasz i czekasz na efekt. Doczekasz się tylko osmalonych brwi. itd. itp.Ostatecznie zabanglał pomysł numer dwadzieścia dziewięć, czyli obstukanie klapy młotem udarowym i wykucie nim przerębli w zmrożonych fekaliach. Potem już tylko odśnieżyłem siedemdziesiąt metrów do drogi i mogłem dzwonić z pokornym błaganiem o wizytę szambowozu. I wiecie co? Wcale a wcale nie chce mi się wracać do miasta. Ale głównie dlatego, że znowu zasypało mi dojazd do drogi.

"Zjawiska paranormalne" i "Scenariusze przyszłości"
2012-02-16 15:47:08 | Stradowski.net - Życie, nauka i cala reszta :-) | Blogi
Dwie kolejne książki z serii "Focus cywilizacje" z moimi artykułami. Do "Zjawisk paranormalnych" trafił tylko jeden, za to bardzo pamiętny - raport z naszej naukowej wyprawy łowców duchów na Dolny Śląsk. W sumie o samej wyprawie moglibyśmy książkę napisać... ;-) Z kolei w "Scenariuszach przyszłości" moje nazwisko pojawia się trzykrotnie. Więcej o focusowych książkach piszę na ich facebookowej stronie - Focus poleca.











